Nowy Rok bieży

Szykujemy się do pożegnania roku 2009.

Był jaki był. Dobry czy zły – nie wiem…

Przyniósł bardzo wiele doświadczeń, tyle samo miłych i słodkich co smutnych i gorzkich. Zasiał w naszych sercach dużo radości, ale też dużo nowych lęków. Był to rok budowania więzi, rok różnych działań i przemyśleń.

Czego życzymy Wam i sobie z okazji przychodzącego Nowego Roku?

Hmm… Chciałoby się tego więcej i owego mniej… Może po prostu:

 

Niech nie zabraknie nam sił do przeżywania każdego dnia,

do przyjmowania każdego nowego doświadczenia.

Niech będzie w nas więcej miłości do drugiego człowieka,

więcej wiary i jeszcze wiecej nadziei.

Kolejne Boże Narodzenie

Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego ręce, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, które jak żelazna obręcz uciskają ludzi w ich samotności, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei „więźniom”, tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego, moralnego i duchowego ubóstwa, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze, jak bardzo znikome są twoje możliwości i jak wielka jest twoja słabość, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg pokochał innych przez ciebie, zawsze wtedy, jest Boże Narodzenie.

Matka Teresa z Kalkuty

 

W Wigilię Narodzin Zbawiciela życzymy Wam wszystkim

pokoju i miłości płynących ze żłóbka.

Niech spływa na Was błogosławieństwo Bożej Rodziny.

 

Dziękujemy za Waszą obecność w naszym życiu!

Marysia, Julia, Darek i Ania

Choinko piękna jak las!

Tatuś dziś wynalazł cudowną, malutką, równiuteńką, okrąglutką choineczkę… To najpiękniejsza choinka od początku naszego małżeństwa. Julia nie może oderwać od niej wzroku. Marysia już zaprzyjaźniła sie z igłami. Nie wiemy jak zareaguje na bombki, bo ubieraliśmy ją w trójkę (z Julą) jak Mary poszła spać. Ostatni raz pozwoliliśmy sobie na zachowenie jednolitej tonacji. Myślę, że w przyszłym roku dziewczynki będą domagały się większej różnorodności, w tym twórczości własnej…

„Dobja”

Z dnia na dzień Marysia coraz więcej gada. Nie jest to takie niezrozumiałe gadanie. Na przykład wczoraj rano siedząc na podłodze wśród swoich zabawek o bardzo nieprzyzwoitej (dla mnie) porze, czyli 7 rano, zakryta po uszy kołdrą słyszałam jak sobie gadała:

„Puźle”*… (chwila ciszy, chyba się rozgląda)… „Nie ma”… (znów cisza)… „Aha”…

Każdego dnia wzbogaca swój język o nowe słowa, a przecież nie ma jeszcze 1,5 roku… Jest to dla mnie szokujące. Rano pytam czy się ubieramy, ona na to „dobja” albo „dobzie”, juz nie ma na każde pytanie „nie”, czasem jest „aha”, „mhm”, „ta”…

Dziś prababcia (codziennie przychodzi do nas na parę godzin) nauczyła Mary bawić się w ‚kółko graniaste’. Od razu młoda chwyciła o co chodzi: „kółko”… „bam”… „kółko”… „bam”… Aż się prababci zakręciło w głowie.

A tu ułożyła sobie wieżę:

Skąd szczoteczka? Marysia bardzo dba o zęby. Parę razy dzinnie słychać „myj, myj” – to oznacza włąśnie potrzebę umycia zębów.

 

* puzzle, najczęściej chodzi o te z kubusiem puchatkiem

Pierniczki

W czwartek razem z Julą i Marysią piekłyśmy pierniczki. Wyrabianie ciasta zajęło nam (o grozo!) aż 2 minuty 🙂 Potem Marysia odciskała wszędzie swoje łapki, a Jula pomagała mi dociskać foremki. Tata tego dnia akurat wziął aparat do pracy, więc zrobiłyśmy fotki telefonem, to nie to samo, ale troche widać…

Dzwoneczek i Zagininony Skarb

Wprawdzie bliżej nam do zimy, ale my z Julą pozostajemy w klimacie jesieni za sprawą Dzwoneczka 🙂 Film jest po prostu cudowny, polecam. Na zachętę piosenka z filmu:

Czas purpurą pokrył dumne klony
Czas ozłocił drobne listki brzóz
Czas rozwiesił lekkich mgieł zasłony
Czas jesieni kazał nadejść już
Poranny chłód spowija świat

Bledną w słońcu sennych łąk dywany
Każdy owoc ma słodyczy smak
To czas zbiorów, żniwa czas wspaniały
Śpiewa o tym każdy ptak i wiatr
Dojrzały czas, twój czas

Odnajdziesz dziś swej drogi cel
I dojdziesz wprost tam gdzie dojść chcesz
Otwórz drzwi, nie bój się żyć
Z całych sił w marzenia biec

Otwórz serce, wysoko leć
Masz dość sił by sobą być
I w ręce wziąć własny los
Wsłuchać się w serca głos
I żyć

Otwórz serce szeroko
Masz dość sił by sobą być
I własny los w dłonie weź
Wsłuchaj się w serca głos
I leć

a na marginesie:

Dzisiaj Jula w gorszej formie, bo katar zrobił sie gęsty i bardzo utrudnia oddychanie, ale jesteśmy dzielne. Jula dzielnie znosi katar (teraz sobie śpi), ja dzielnie znoszę brak snu, a Marysia chodzi z zatkanym nosem i nic sobie z tego nie robi.

„Aha”

Dzisiejszy dzień zapowiadał się fatalnie. Jula obudziła się strasznie zalana wydzieliną, miała bardzo wysoką akcję serca – a to zawsze zwiastuje gorączkę i chorowanie. Na szczęście w okolicach południa przysnęła i tak się wyluzowała, że już jestem spokojniejsza. Wszystko przez mega katar – mają go obie panienki i ja. Pijemy na zdrówko ZIOŁA SZWEDZKIE – zgodnie z zaleceniami babci – i jakoś idzie. Mam nadzieję, że już nic się nie rozwinie z tego przed świętami.

Poza tym mamy już dosyć Noddy’ego, Mary powoli nam odpuszcza, przerzuciła się na piosenki z youtube (My jesteśmy krasnoludni, Zuzia lalka nieduża, Kaczka dziwaczka i Puszek Okruszek). No i gada jak najęta, umie nazwać wszystkich domowników, powtarza cokolwiek usłyszy, ponazywała sobie większość rzeczy którymi się bawi. Najnowszym hitem jest „aha” z odpowiednią intonacją, aktualne jest jeszcze „jo, jo, jo”, wszelkiego rodzaju zdrobnienia (mamusia, babusia, tatusia, dziadziuś, kubusia), od rana słychać tylko „Mumia” (to ciocia Monia) i „Eła” (ciocia Ewa) – mam nie wystarcza, potrzebne są ciocie.

Jula dostała na Mikołajki bajkę „Dzwoneczek i zaginiony skarb” i na okrągło chce ją oglądać. Jest, jak na katar, w dość dobrej formie. Komunikujemy się aktualnie znowu za pomocą oczu – mrugnięcie – TAK, spojrzenie w góre – NIE. Przy komputerze najchętniej gra ze mną w BurgerShop (prowadzimy swój biznes fast foodowy), tzn. ja klikam, a Jula dokładnie obserwuje. Woli to niż swoje gry do klikania, potrafi z akcji serca 150 w trakcie tej gry spaść do 110 – co znaczy że bardzo ja to relaksuje.

Nie możemy się doczekać świąt, w tym roku większą część czasu spędzimy u drugiej babci w Tczewie. Najbardziej boję sie choinki – nie wiem jak Mary wytrzyma bez dziubania igieł i ściągania ozdób… Szukam pomysłów na oryginalne menu – w tym roku pierwszy raz samodzielnie zrobię paszteciki i makowca – musiałam to napisać, żeby mnie mobilizowało 🙂

Moje damulki:

„Julia, Julia” i „Nień”

Późna jesień nie jest naszą ulubioną porą roku 😦 Jesteśmy ospali, nie mamy weny…

Jula dużo śpi, nie chce ze mną gadać*, jest trochę słabsza, chociaż trzyma się bezwirusowo.

Ja jestem niby zdrowa, ale trochę zmęczona wiecznym czuwaniem nad tym żeby „bezwirusowo” pozostało. Przytłacza mnie pogoda za oknem.

Tata też ma swoje do przeżywania, jak każdy w dobie ogólnoświatowego kryzysu.

Tylko Mary nie patrzy na pogodę ani na porę roku… Prze do przodu z impetem. Uczy się codziennie nowych rzeczy. Coraz więcej mówi, powtarza usłyszane słowa, już było raz „kulde”. Niczego się nie boi, wchodzi na wszystkie meble. Dzień zaczyna od wołania „Julia, Julia”, gdy alarm wyje – „Julia, Julia”, gdy zobaczy jakąś książkę albo inną rzecz Julki – „Julia, Julia”… Jest jeszcze „Nień” – (nie wiem skąd to wzięła) tak woła na Noddy’ego – mogłaby go oglądać na okrągło.

Narazie tyle o nas…

Prawie zapomniałam napisać o najciekawszym:

Dziś robiliśmy przymiarkę do wózka elektrycznego. Ogólnie ekstra (szczegóły może innym razem, bo dziś juz padam). Jestem trochę przerażona tym przedsięwzięciem (wielkość, ciężar, i w ogóle sam pomysł). Mam nadzieję, że przekonam się jak już będzie nasz i przetestujemy go z Julą na spacerku. Najważniejsze, że tata wózek „przeanalityzował”** i zatwierdził wybór.

Wstępne przymiarki, jeszcze bez gadżetów stabilizujących itp. Mary też próbowała swoich sił na elektryku, ale jej najbardziej sie podobał kangurek…

PEFRON ostatecznie opłaci ponad połowę ceny wózka czyli 9900zł (odwołania nic nie pomogły, nie ma kasy więcej i tyle), resztę (8200zł) opłacimy ze środków z fundacji. Wprawdzie pieniążki topnieją na koncie, ale wózek jest tak przemyślany, że posłuży jeszcze długo po tym jak Jula wyrośnie ze swojego pierwszego wózka.

Nie wiemy dokładnie jescze ile spłynęło z 1%, wstępnie dowiedziałam się że coś ok. 6000zł.

Za każdą złotówkę wszystkim naszym darczyńcom z serca DZIEKUJEMY!!!

* czyt. komunikować, bo gadanie w ogóle nie wchodzi w grę przez szczelną rurkę

** – Violetta: „Ja to sobie już wszystko przeanalityzowałam” – kto ogląda „BrzydUlę” ten wie 😉