„Aha”

Dzisiejszy dzień zapowiadał się fatalnie. Jula obudziła się strasznie zalana wydzieliną, miała bardzo wysoką akcję serca – a to zawsze zwiastuje gorączkę i chorowanie. Na szczęście w okolicach południa przysnęła i tak się wyluzowała, że już jestem spokojniejsza. Wszystko przez mega katar – mają go obie panienki i ja. Pijemy na zdrówko ZIOŁA SZWEDZKIE – zgodnie z zaleceniami babci – i jakoś idzie. Mam nadzieję, że już nic się nie rozwinie z tego przed świętami.

Poza tym mamy już dosyć Noddy’ego, Mary powoli nam odpuszcza, przerzuciła się na piosenki z youtube (My jesteśmy krasnoludni, Zuzia lalka nieduża, Kaczka dziwaczka i Puszek Okruszek). No i gada jak najęta, umie nazwać wszystkich domowników, powtarza cokolwiek usłyszy, ponazywała sobie większość rzeczy którymi się bawi. Najnowszym hitem jest „aha” z odpowiednią intonacją, aktualne jest jeszcze „jo, jo, jo”, wszelkiego rodzaju zdrobnienia (mamusia, babusia, tatusia, dziadziuś, kubusia), od rana słychać tylko „Mumia” (to ciocia Monia) i „Eła” (ciocia Ewa) – mam nie wystarcza, potrzebne są ciocie.

Jula dostała na Mikołajki bajkę „Dzwoneczek i zaginiony skarb” i na okrągło chce ją oglądać. Jest, jak na katar, w dość dobrej formie. Komunikujemy się aktualnie znowu za pomocą oczu – mrugnięcie – TAK, spojrzenie w góre – NIE. Przy komputerze najchętniej gra ze mną w BurgerShop (prowadzimy swój biznes fast foodowy), tzn. ja klikam, a Jula dokładnie obserwuje. Woli to niż swoje gry do klikania, potrafi z akcji serca 150 w trakcie tej gry spaść do 110 – co znaczy że bardzo ja to relaksuje.

Nie możemy się doczekać świąt, w tym roku większą część czasu spędzimy u drugiej babci w Tczewie. Najbardziej boję sie choinki – nie wiem jak Mary wytrzyma bez dziubania igieł i ściągania ozdób… Szukam pomysłów na oryginalne menu – w tym roku pierwszy raz samodzielnie zrobię paszteciki i makowca – musiałam to napisać, żeby mnie mobilizowało 🙂

Moje damulki:

Dodaj komentarz