Czekaliśmy aż się zima skończy, czekaliśmy aż wiosenne deszcze ustaną, czekaliśmy, aż Jula znów przyzwyczai się do wózka, czekaliśmy, aż upał zniknie, czekaliśmy aż tata wróci z delegacji… Wciąż na coś czekamy.
Teraz znowu czekamy… na ospę… W piątek miną dwa tygodnie od początku ospy u młodszej siostry. Jeżeli Jula się zaraziła, a są małe szanse, że nie, to gdzieś w weekend się zacznie. Wszyscy przeszliśmy ospę i wielu z nas ją jeszcze przejdzie, to po co się tak rozpisuję?… Otóż: przeraża mnie ospa u Julki, nie tylko sama ospa i jej przebieg, ale również to co potem… Ospa bardzo obniża odporność, więc czekają na kolejne tygodnie izolowania się. A już prawie czuć za oknem wakacje. Na szczęście dziadek kończy prace w ogrodzie i będziemy mogli sobie w mniej wietrzne dni posiedzieć na powietrzu.
Oczekiwanie na ospę nie oznacza, że nic się u nas nie dzieje… Ale dzieje się mniej, albo może mniej widać… Dlaczego? Jula ma 135 cm wzrostu i przenoszenie jej jest coraz trudniejsze, a my nie jesteśmy młodsi i silniejsi. Przyzwyczajamy siebie i otoczenie, że nie dotrzemy już tam, gdzie dwa lata temu docieraliśmy bez trudu… Jeszcze częściej niż rok temu musimy dzielić się wyjazdami, spotkaniami. Ot, nasza rzeczywistość…
Ale nie żalimy się, tak po prostu jest 😉 Dziś cieszymy się jeszcze bardziej niż kiedyś „drobiazgami”… Ale o tym w kolejnym wpisie.