Ognisko, LEGO…

Trzy tygodnie temu spędziliśmy weekend nad jeziorem. Świętowaliśmy tam z przyjaciółmi urodziny dziewczynek. Była zabawa w wodzie i wieczorne ognisko…

Potem siedziałyśmy w domu, a tata wyjeżdżał służbowo na Słowację. Żeby się nie zanudzić odkopałam ze strychu lego z mojego dzieciństwa… To dopiero była zabawa 🙂

Rekolekcje w Świdrze

W tym roku spędziliśmy nasze coroczne wspólnotowe rekolekcje w Świdrze k/Warszawy. Po czterech latach, wróciliśmy do naszego ulubionego wakacyjnego miejsca.

Wieczorami koło Julki łóżka zbierała się grupka najmłodszych pociech stęsknionych za bajkami 🙂

Rekolekcje skończyły się w czwartek, ale my zostaliśmy jeszcze na weekend w Józefowie. Największą atrakcją były kucyki. Poza tym spacerowaliśmy i robiliśmy NIC… czyli błogi wypoczynek 🙂

Cały 10-dniowy wypad zakończyliśmy w warszawskiej Arkadii, na kawie z okazji siódmych urodzin Julki.

Wakacji start

Ostatni miesiąc był dziwny. W weekendy stany podgorączkowe, w tygodniu cisza. Oczekiwanie na krostki ospowe przerodziło się w obsesję. Cud, że jeszcze jestem w domu a nie w domu wariatów 😉 Ostatecznie ospy chyba nie było… a ja przestałam świrować na jej punkcie.

W atmosferze wariactwa z nawracającymi stanami podgorączkowymi skończyła się edukacja Julki w pierwszej klasie. Niestety nie udało nam się dotrzeć na zakończenie szkoły. Mamy dwa miesiące laby… i w końcu nadrobimy zaległe prace domowe

We wrześniu Julia zacznie drugą klasę, a młodsza siostra zacznie chodzić do zerówki – oddziału przedszkolnego… było już pierwsze zebranie i chociaż dopiero co zaczęło się lato, my już mamy dwie listy rzeczy, które trzeba kupić na wrzesień.

W piątek planujemy wyjazd na rekolekcje. W tym roku znów kierunek Świder i Józefów. Niestety tata nie ma w tym roku  w wakacje urlopu, więc zawozi nas w weekend i wraca po nas po tygodniu. Rodzinny urlop prawdopodobnie zaliczymy dopiero we wrześniu.

A dzisiaj:

Korzystając z korzystnej aury i dobrej formy Julki (bez stanu podgorączkowego i podniesionej akcji serca), wsiedliśmy w auto (pierwszy raz razem od 8 miesięcy) i pojechaliśmy na urodziny wujka Adasia do Tczewa… Spędziliśmy 3,5 godzinki w ogródku i było nam bardzo miło. Ciocia Basia zrobiła mnóstwo zdjęć, więc jak tylko je udostępni to się Wam pokażemy… 

Drobiazgi

Jednym z drobiazgów, które powodują radość jest…

…UWAGA…

…latarka z Biedronki 😉 Latarka ma w sobie laser, dzięki czemu może być wykorzystana do ćwiczenia koncentracji wzroku, no i oczywiście do zabawy w łapanie kropki…

Dziś pani Ania wykorzystała latarkę po raz pierwszy na zajęciach. Strzał w dziesiątkę…

Magnesy

Nie wiem czy wiecie, ale Jula kolekcjonuje magnesy z różnych stron świata. Ma już małą kolekcję, która ozdabia tablicę przy jej łóżku. Na tablicy są pamiątki z wycieczek naszych wspólnych, indywidualnych, z wypraw dziadków, przyjaciół… Są magnesy z Krakowa, Zakopanego, Góry św. Anny, Belgi, Holandii, Francji, Hiszpanii, Wysp Kanaryjskich, Tunezji, Włoch… Są też inne magnesiki, w końcu to tablica magnetyczna 🙂

O czekaniu

Czekaliśmy aż się zima skończy, czekaliśmy aż wiosenne deszcze ustaną, czekaliśmy, aż Jula znów przyzwyczai się do wózka, czekaliśmy, aż upał zniknie, czekaliśmy aż tata wróci z delegacji… Wciąż na coś czekamy.

Teraz znowu czekamy… na ospę… W piątek miną dwa tygodnie od początku ospy u młodszej siostry. Jeżeli Jula się zaraziła, a są małe szanse, że nie, to gdzieś w weekend się zacznie. Wszyscy przeszliśmy ospę i wielu z nas ją jeszcze przejdzie, to po co się tak rozpisuję?… Otóż: przeraża mnie ospa u Julki, nie tylko sama ospa i jej przebieg, ale również to co potem… Ospa bardzo obniża odporność, więc czekają na kolejne tygodnie izolowania się. A już prawie czuć za oknem wakacje. Na szczęście dziadek kończy prace w ogrodzie i będziemy mogli sobie w mniej wietrzne dni posiedzieć na powietrzu.

Oczekiwanie na ospę nie oznacza, że nic się u nas nie dzieje… Ale dzieje się mniej, albo może mniej widać… Dlaczego? Jula ma 135 cm wzrostu i przenoszenie jej jest coraz trudniejsze, a my nie jesteśmy młodsi i silniejsi. Przyzwyczajamy siebie i otoczenie, że nie dotrzemy już tam, gdzie dwa lata temu docieraliśmy bez trudu… Jeszcze częściej niż rok temu musimy dzielić się wyjazdami, spotkaniami. Ot, nasza rzeczywistość…

Ale nie żalimy się, tak po prostu jest 😉 Dziś cieszymy się jeszcze bardziej niż kiedyś „drobiazgami”… Ale o tym w kolejnym wpisie.

Pierwszy spacer 2013

Nareszcie doczekaliśmy się wiosny za oknem… Odkurzyliśmy wózek i zrobiliśmy sobie krótki spacerek. Krótki, bo nasza bateria w respiratorze straciła moc :/

Jutro wyjdziemy na dłużej… oby tylko było tak przyjemnie jak dziś!

Dziadek zaczął obrządki w ogródku, więc już niedługo będziemy mogli sobie piknikować na zielonej trawce 🙂