U nas w domu mały szpital. Tata na zwolnieniu – nie wiadomo co mu jest dokładnie, ja – chroniczny katar, który uniemożliwia oddychanie, a Jula – gęsta wydzielina, która nie jest chyba chorobowa (jak się zdążyłam zorientować chyba wynika z suchego powietrza). W sumie poza tym to nic ciekawego się u nas nie dzieje poza tym co, co tydzień, czyli rehabilitacjami, gośćmi…
…no poza kinem (które przytrafia mi się rzadziej niż raz w tygodniu). Dziś byłam z moją mamą na "Elżbieta. Złoty wiek" – przecudny film, dla tych którzy lubią filmy historyczne. Polecam gorąco. W najbliższym czasie mam zamiar się wybrać na "Motyl i skafander" – o komunikacji sparaliżowanego człowieka. Podobno książka jest super. Interesuje mnie głównie sam problem i mam nadzieję, że jak ludzie obejrzą taki film, to może przestaną zadawać pytanie "Czy ona (Julia) rozumie? Czy ona wie co się dzieje?".
Co do Juli jeszcze, to czekamy na statyw do Kimby, żeby łatwiej było poruszać się Julce po domu. Cały wózek jest nie zawsze wygodny. Jula musi w nim siedzieć tyłem do kierunku jazdy, więc całe pole widzenia zasłania jej rączka wózka. Powinien być lada dzień, to zobaczycie o co mi chodzi 🙂 Jesteśmy też po konsultacjach z Anką od rehabilitacji w trakcie zamawiania TheraTogs (Ci co wchodzą do Precla wiedzą o czym mówię) – specjalnego kombinezonu, dzięki któremu Jula będzie mogła siedzieć, bez narażenia obciążenia i skrzywienia kręgosłupa oraz wykonywać więcej ćwiczeń. Dzisiaj pani doktor pokazała nam, że Jula może siedzieć na kanapie (żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia) – tylko głowę jej podtrzymywała. Dla nas to był szok, a Jula śmiała się jak głupia 🙂 Do tej pory aż tak pionowo jej nie sadzaliśmy. Pani doktor powiedziała też ciekawą rzecz – gwałtowna ewolucja człowieka zaczęła się w momencie, kiedy się wyprostował…
To by było na tyle dzisiaj. Żeby nie było Wam smutno, a blog zrobił się bardziej kolorowy zamieszczam kilka stycznowych zdjęć:
Z Lenką w oczekiwaniu na rehabilitację piątkową (tu trochę widać, o co mi chodzi z tą rączką od wózka):

A ja sobie śpiewam, a ja sobie gram…

Poranne turlanki w łóżku z mamą:

Na spacerze w jedną cieplejszą niedzielę:



























