W tym roku mieliśmy dużo szczęścia. Tuż przed planowanym urlopem okazało się, że szpital ma dla Julki nową baterię do respiratora. Dlaczego szczęścia? Stara bateria wytrzymywała 3-4 godziny, nowa – blisko 10 godzin. Dzięki tej niespodziance zmieniliśmy plany wakacyjne i postanowiliśmy jeszcze raz uderzyć w południe Polski, odwiedzając rodzinę w Krakowie i przyjaciół w Opolu. W tym roku też tata wziął po raz pierwszy 3 tygodnie urlopu pod rząd, co okazało się fantastyczne.
Wyjazd zaczął się 6-godzinną podróżą do Świdra, na nasze coroczne rekolekcje.

Po tygodniu pojechaliśmy do cioci, wujka i kuzyna, mieszkających w Krakowie. Kazimierz, spotkanie ze Smokiem Wawelskim i Łagiewniki… Było gooooorąco!



Ostatni dzień w Krakowie… Tuż przed wielką ulewą i burzą (o której mówili w telewizji) udało nam się uciec z Ogrodu Doświadczeń. Była to ucieczka – dosłownie – bieg z wózkiem z przeszkodami (krawężniki, spadające na głowy kasztany, czerwone światła…)


Po Krakowie był Winów koło Opola. Tam wspólnie zwiedziliśmy Zoo, mama miała wspaniałą wycieczkę po mieście, a na koniec nawiedziliśmy nasze szensztackie sanktuarium…


Zrobiliśmy około 1500 km… Fajnie było 🙂
