Po Wielkanocy

Wciąż dochodzimy do siebie po naszym tygodniowym wypadzie w okolice stolicy. Wszystko jest ok, ale prania mnóstwo, prasowania, dom zapuszczony, odwiedziny rodziny, lodówka do uzupełnienia i takie tam 😉
Cały Wielki Tydzień spędziliśmy na spacerach, bez komputera i telewizora, z obcowaniem ze zwierzętami.
Pierwsze dwa dni spędziliśmy u Sióstr Szensztackich w Świdrze.
Zaczęliśmy średnio udaną wycieczką na Złote Tarasy – najmilsze z wyprawy do Warszawy było spotkanie się z ciocią Anią, poza tym tylko tłum, hałas, brak swobodnego przejścia dla dwóch wózków, windy nie dojeżdżające na każde piętro no i godzina w korku  w drodze powrotnej… Przy okazji zrobiliśmy sobie fotki pod Pałacem Kultury

Druga wycieczka była bardziej udana – do Otwocka.
Na trzeci dzień przenieśliśmy się ze Świdra do Józefowa – do Ojców Szensztackich. Tam, w sosnowym lesie, w cieniu sanktuarium Syjonu jest mój "duchowy" dom… Marysia zaprzyjaźniła się z Borko i Purą – dwoma pieskami. Wprawdzie ani razu żadnego nie dotknęła, ale codziennie kilka razy albo ich szukała w lesie, albo zabierała na przechadzkę.

W czwartek spotkaliśmy się na spacerze w Łazienkach Królewskich z Precelem i jego rodzinką. Tam było cudownie – zwierzątka, które nie bały się ludzi (na zdjęciu: ślimak jest ze Świdra, piesek to Borko, reszta zwierzaków z Łazienek),

ciepłe słoneczko, bajeczna przyroda, smaczne lody i gofry (wcale nie kosmicznie drogie), i oczywiście Marysine ‚pawiany’.

Marysia chciała poprosić pawia żeby rozłożył ogon i krzyczała do niego "pawianie, pawianie, pokaż ogon!"
Jula była tego dnia wyjątkowo spokojna, jak na siedzenie w wózku.

Kolejne dni to już było Triduum Paschalne i Wielkanoc, więc siedzieliśmy na miejscu. Do domu zjechaliśmy w nocy z niedzieli na poniedziałek… i do roboty…

Dodaj komentarz