Dziś po długiej przerwie Julia pierwszy raz zasiadła do komputera na swoim wózku. Przerwa była związana z paskudnym katarem, który paskudnie zalewał Julę. Katar najbardziej dokuczliwy jest właśnie w pozycji siedzącej, dlatego musieliśmy z niej zrezygnować. W każdym razie, Jula została podłączona do komputera przez swój przycisk pod nóżką. Niestety chyba coś nie tak się ułożyło, bo Jula nie dała rady tą nogą ruszyć. Tak bardzo jej jednak zależało na klikaniu, że aż ruszała paluszkami u rączek, więc postanowiłam sprawdzić czy może nie dadzą rady te paluszki coś zdziałać. Lewy kciuk podnosił się najwyżej, ale był za lekki żeby docisnąć przycisk. Na szczęście mama-inżynier (z zawodu) wykombinowała obciążenie dla paluszka w postaci małej żyrafki zakupionej na pchlim targu wewnątrz anglikańskiego kościoła w York. To się nazywa zrządzenie Opatrzności – nigdy nie wiadomo co i kiedy się przyda 🙂 Jak można było się spodziewać kciuk poradził sobie doskonale. W ten sposób Jula wróciła do klikania rączką po ponad roku (http://julinek.blox.pl/2009/09/Krok-w-tyl.html). Razem z Marysią skakałyśmy i biłyśmy Julii brawo za każdym razem jak udało się jej kliknąć żyrafką.
Julia, co też jest godne zaznaczenia, zrobiła się ostatnio bardzo samodzielna (czyt. – wszystko ma być robione z udziałem jej rąk). Na sobotnich zajęciach z ciocią Martą wszystko chciała robić sama – rysować, smarować klejem, naklejać. Nawet Marysia nie za bardzo mogła pomóc siostrze, choć bardzo rwała się do tego. Ostatecznie Jula zgodziła się żeby Marysia zaginała kółka, które później stały się listkami na jesiennym drzewie.
Tak na marginesie: Marta pochwaliła Marysię za świetne zginanie kółek. Mary jest bardzo zapalona jeśli chodzi o prace plastyczne – codziennie coś rysuje kredą na tablicy, koloruje kredkami kolorowanki, klei ciastolinę, trenuje wycinanie nożyczkami, a jak mama ma dobry dzień to nawet farbami maluje. Rośnie nam mały Picasso 🙂