Dziwny powrót do domu

Jesteśmy znowu w komplecie w domku. Dziś ok. 11-tej zapakowaliśmy się i opuściliśmy szpital wojewódzki.

Dlaczego dziwny ten powrót?

Może dziwnie to zabrzmi, bo w końcu to szpital, ale tak jakoś mi smutno. Cały ten tydzień na pediatrii dla mnie był takim "sanatorium". Jula przez cały czas była wyluzowana, nie miała ani razu gorączki (co jest nowością jeśli chodzi o pobyt w szpitalu). Ja siedząc tam po 2/3 doby miałam mnóstwo czasu na czytanie książek  (przeczytałam 5?!), na rozmyślania o życiu. Przeprowadziłam wiele rozmów z paniami pielęgniarkami, które normalnie podbiły moje serce swoim zaangażowaniem, troską i otwartością. Poznałam Piotrusia, który poruszył pewne obszary mojego serca i umysłu – co z tego wyniknie jeszcze nie wiem, ale wiem, że nie bez powodu tak się stało. I nawet nie przeszkadzało mi zaplecze socjalne (szpital wojewódzki jest starym szpitalem, wciąż w przebudowie i na pierwszy rzut oka raczej do siebie zniechęca). Atmosfera na tym oddziale była wyjątkowa, ciężko ją opisać. Na pewno miało znaczenie to, że od początku do końca wiedziałam co się dzieje. Byłam obecna przy wszystkich medycznych i  pielęgnacyjnych czynnościach, którym poddawana była Julka (normalnie rodzice czekają pod zabiegowym, ale Julia wszystkie te zabiegi przechodziła na sali w swoim łóżku). Przekonałam się, że zmiana opatrunków przy wkłuciu "centralnym" jest czymś emocjonującym, nauczyłam się nowych technik obmywania ran i zakładania opatrunków przy tracheo i PEGu, poznałam obsługę pompy podającej jedzenie w ciągłym wlewie i dowiedziałam się na czym polega i z czym się wiąże żywienie pozajelitowe (zachęcam do zapoznania się z Fundacją "Żyć z Pompą" – więcej na stronie: http://www.zyczpompa.org).

W tym miejscu składam szczere wyrazy uznania dla personelu oddziału i podziękowania za sprawienie, że było  nam dobrze.

Marysia jak zobaczyła Julkę to powiedziała, a właściwie wykrzyczała : "Jula, przyjechałaś, stęskniłam za Tobą, kocham Cię!" – i wdrapała się po mnie, żeby dać Julii buziaka w czoło.

Julia po uroczystych powitaniach przez dziadków, babcie, wujków zasiadła przed komputerem i klikała nieprzerwanie chyba ze trzy godziny – a my się martwiliśmy, że znieczulenie ogólne ją osłabi i przestanie ruszać nogami.

W najbliższych dniach może uda mi się odkopać aparat, to Wam pokażę nową Julę, bez sondy 🙂

Dodaj komentarz