Znów na chorobowym

Nie minął miesiąc, a my znów na chorobowym… Ta zima nas wykończy 😦

Zielony, gęsty katar utrudnia Marysi oddychanie (zwłaszcza nocą) oraz uniemożliwia wychodzenie na sanki (co w wolnym tłmaczeniu znaczy, że w ciągu dnia siedzi w domu i marudzi). Przez to, że ma mniej sił na fizyczne zajęcia, stara się dokształcać intelektualnie – np. dziś uczyła się alfabetu z programu edukacyjnego „Mądry Maluch”.

Julia począwszy od kataru na ślubie cioci tak się rozkręciła, że dziś już dobiła gorączką do 38,4. Nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że na zmianę ma albo rzadką wydzielinę, która jak się zbierze, to potem Jula wraca parę godzin do normy, albo tak wysuszoną, że kompletnie nie można jej odessać, co też powoduje spadki parametrów. Przez te wahania naprawdę widać, że się źle czuje 😦

A ja – jestem wykończona psychicznie i przerażona prognozami pogody… Moim marzeniem teraz jest, żeby zima się skończyła, przyszła wiosna, a najlepiej od razu lato i żebyśmy mogli wyjść w końcu na dwór (choćby posiedzieć w ogrodzie). Poza tym niczego bardziej nie pragnę jak tego, żeby nasze chorowanie skończyło się szybko i w domu…

Dodaj komentarz