Baterie na czas

Po raz kolejny w naszym życiu widzimy wyraźne działanie Opatrzności Bożej. Za oknem wieje tak, że w każdej chwili spodziewamy się odłączenia prądu, a my jestesmy spokojni 🙂

Ale zacznę od tego, że od kilku tygodni baterie w naszych sprzętach gasły. Na początku, czyli w czerwcu, respirator wytrzymywał ok. 10 godzin, ssak cały dzień. Tydzień temu w ostatni dzień ładnej pogody pani Grażynka wróćiła ze spaceru z Julką po 1,5 godzinie, bo oba sprzęty padły. W poniedziałek o 5 rano respirator zaczął alarmować, że coś się stało z baterią i po odłączeniu od prądu wyłączał się momentalnie. W południe udało się załatwić całkeim nowy respirator i ssak, oczywiście na czas naprawy naszych starych.

Zapomniałam dodać że kiedy zepsuł się nam ssak po raz pierwszy (czyli w czerwcu) zaopatrzylismy się w taki mały ssak nożny, który nie potrzebuje prądu.

Pozostaje tylko niepokój jak radzą sobie nasi prądozależni przyjaciele w Polsce. Lenka nie miała dziś prądu cały dzień z godzinną przerwą…

Dodaj komentarz