Najpierw Marysi leciało z nosa jak z kranu, potem był dzień spokoju, wczoraj Julka odkręciła katarowy kurek z nosa, a dziś ja… Poprostu masakra. W całym domu pełno chusteczek, a jutro goście przyjeżdżają. Czujemy jesień na maksa.
Poza tym wciąż trenujemy Juline paluszki, wciąż ambitnie i niestety wciąż nie widać efektów, ale nie zniechęcamy się. W ramach rekompensaty nasza komunikacja Julką wzbija sie na wyższe poziomy. TAK i NIE zostało opanowane i nawet goście są w stanie z Julką sie dogadać. Jutro przychodzi nowa ciocia od logopedii – jako dodatkowe wsparcie. Zwiększy się Julce liczba zajęć tygodniowych.
Marysia powoli uczy się korzystania z nocnika. Warunkiem koniecznym do operacji nocnikowych jest dostępny pod ręką karton z książeczkami – im więcej książeczek tym lepiej, bo Mary bardzo szybko czyta. W ogóle chyba będzie literatką, czyta wszystko co jej wpadnie w ręce, strona po stronie – tu wdała sie w mamusię.Coraz częście Marysia przytula się do Julki i nauczyła się mówić ‚Julia’ (obok wielu wyrazów, które nie sposób wymienić).
