Home sweet home

Wsytarczyło, że wzięłam Julę na ręce i wyniosłam z OIOMu, a jej akcja serca spadła ze 160 do 130. Pod domem była już 120. Tak więc jesteśmy znowu w komplecie…Oczywiście z największym entuzjazmem Jula powitała telewizor 🙂 Obejrzała swoimi ogromnymi oczami i z uśmiechem na twarzy "Szeregowca Dolota". Marysia też szczęśliwa, ale chyba bardziej z powrotu rur niż siostry. Przywitała Julę solidnym ugryzieniem w stopę.

Jeszcze tylko sześć dni antybiotyku, a potem ze dwa tygodnie izolacji od innych dzieci, zwłaszcza zasmarkanych i pójdzie w niepamięć szpitalny czas. Dobrze że tatuś ma do końca tygodnia urlop, zdążymy wrócić na normalne tryby.

Dziękujemy jeszcze raz za wsparcie!

Dodaj komentarz