Przez trzy dni szukaliśmy przyczyny fatalnej formy psychicznej Julii. Mało spała, wciąż płakała, ciężko było odwrócić jej uwagę. Nie pomagały nawet ulubione bajki. Niby gorączka przeszła w sobotę wieczorem na dobre, ale jeszcze pojawiły się kilka razy stany podgorączkowe, problemy z odessaniem, kilka godzin czuwania w nocy. Dziś już prawie jechaliśmy na Polanki, żeby zrobić serię badań, kiedy pani Grażynka zaproponowała, że pobierze morfologię, mocz i posiew z rurki w domu i zawiezie do szpitala. Wyniki okazały się dobre – nie ma stanu zapalnego. I wtedy coś mnie tknęło, żeby wymacać porządnie buziaka. Znalazłam dwie wybijające się piątki – dwóch winowajców 😦 Dałam jej na noc przeciwbólowy Ibufen, wysmarowałam żelem stomatologicznym i póki co śpi, ale co jakiś czas postękuje przez sen – biedna kruszynka. Serce mi pęka, kiedy płacze. Tak nie wiele można zrobić… 😦 Może macie jakieś sprawdzone sposoby?
Jakby nie było mało, to ja jestem na antybiotyku. Mam anginę ropną, katar i zatkane jedno ucho. I tylko cieszę się, że Marysia wyszła z kataru bez większych komplikacji i rozbraja nas swoim uśmiechem i śmiechem.Mam nadzieję, że zęby Julki się szybko wybiją i znów zacznie się do nas uśmiechać…