Delegacja i klapnięty kręgosłup

Dziś rano mój mąż pojechał w tygodniową delegację. I pewnie nie byłoby źle, gdyby nie to, że obudziłam się dziś z potwornym bólem pleców. Nie mogę się schylać ani skręcać (tzn. mogę, ale boli). Anka rehabilitantka uważa, że się przedźwignęłam. Hmm – nie trudno sie przedźwignąć nosząc na rękach 7-kilogramową Marysię. Mam nadzieję, że szybko to rozchodzę, chociaż ten tydzień bez tatusia będę musiała częściej wołać o pomoc babcię z góry. Całe szczęście jutro przyjeżdża wsparcie w postaci cioci Ewy 🙂

Pierwszy dzień zakończył się fantastycznie. Jest 22:00, a obie dziewczyny śpią – to naprawdę sukces! Ja też idę wyciągnąć się i może nasmaruję sie czymś, co by przestało boleć…

Dodaj komentarz