Ze szpitala na wesele

Wczoraj ok. godziny 14tej przekroczyłyśmy z Marysią próg naszego mieszkania, gdzie czekała na nas Julka z tatą (oczywiście przy komputerze). Wbrew moim obawom, Julia nie zareagowała na mój widok ani histerycznym płaczem, ani obrażaniem się. Spojrzała się tak jakbym dopiero wróciła ze sklepu a nie z ponad tygodniowej izolacji. Na Marysię spogląda z dystansem. Chyba nie wie co o tym wszystkim na razie myśleć. Póki co bacznie obserwuje, co Mary wyprawia (a wyprawia – drze się, wierzga nogami i rękami i co chwilę chce jeść, a potem nagle zasypi i śpi jakby jej nie było).

Żeby nie było spokojnie już pierwszego dnia mieliśmy wiele atrakcji, a wszystko za sprawą cioci Moniki i wujka Janusza, którzy już dawno zaplanowali swój ślub właśnie na wczorajszy dzień. I całe szczęście, że wesele zorganizowali ulicę dalej… Tata z Julka poszli już witać parę młodą, a my z Marysią po odprawieniu mnóstwa rytuałów (karmienie, przewijanie, drzemka, karmienie, przewijanie…) zawitałyśmy tam chwilę później. Nie byłyśmy długo – Jula zasnęła swoim starym zwyczajem przy stole, Marysia się obudziła jak przestali grać (wcześniej żaden hałas nie był w stanie jej obudzić). Więc zawinęłyśmy się do domu spać, a tatuś godnie 🙂 reprezentował naszą rodzinkę na imprezie (oczywiście po położeniu dziewczynek).

Pierwszą noc oceniam jako nie najgorszą. Jula nie obudziła się na krzyki Marysi, Marysia na dźwięki z respiratora i pulsoksymetru – dobrze to wróży na przyszłość… Tylko ja się nie wyspałam – ale ja to sobie radę dam 🙂

Dziś pójdziemy jeszcze na chwilę na poprawiny, bo w domu obiadu nie ma… 🙂 Jutro tata wraca do pracy, ale ciocia Ewa przyjedzie na kilka dni do nas więc nie będzie źle. Poza tym u góry rzesza babć, wujków i gości, którzy też mogą podoglądać dziewczyny, żebym ja mogła np. pójść pod prysznic.

PS. Jeśli chcecie zobaczyć Marysię to wystarczy kliknąć w zakładkach na ZDJĘCIA MAMY 🙂

Dodaj komentarz