Na deptaku

Jakiś czas temu w naszym Pruszczu zrobili piękny deptak. Tylko czekałam na wiosnę, żeby móc tam spacerować. Dziś pierwszy raz się wybraliliśmy wszyscy czworo. I choć plan był, żeby pójść do Pruszcza na piechotę (ok. 30 min) to stanęło na tym, że dojechaliśmy samochodem. Nie wiem czy miałabym siłę wrócić nożnie do domu… Na deptaku jest fontanna – dzieci ją uwielbiają. Załatwiliśmy kilka spraw, zjedliśmy lody (Jula dostała wafelek) i tak nam parę godzin zeszło. A pogoda jak w lato… Pod koniec już Julia była niezadowolona tym upałem.

Jednakowoż najlepsi na takich spacerach po mieście są obserwatorzy. Stałam w kolejce po lody, a Darek karmił Julkę na zewnątrz przy stoliku. Za mną stanęła pewna pani i tak wbijała wzrok za okno na Julę, że bałam się, że dostanie jakiegoś zawału. Co chwilę wzdychała jakby coś chciała skomentować. I patrzyła na mnie takim pytającym wzrokiem, czy też mnie to tak rusza (nie wiedziała, że ja z nimi jestem). Po roku czasu idzie się do tego przyzwyczaić. Jesteśmy już na takim etapie, że na odsysanie nie odchodzimy na bok – wczesniej nie chcielismy wzbudzać sensacji, ale teraz… już nam się zwyczajnie nie chce czaić… A ludzie? Zawsze będą się dziwnie patrzeć – ich sprawa.

Dodaj komentarz