Jeszcze się nie skończył ten dłuugi weekend, a my już jesteśmy zmęczeni… Jutro odpoczywamy w domu, co najwyżej na tarasie albo w ogrodzie 🙂
Wczoraj wybraliśmy się we czwórkę na maraton po sklepach w Centrum Handlowym Matarnia. Dawno nie widziałam tylu ludzi w jednym miejscu, parking załadowany maksymalnie (znaleźliśmy ostatnie wolne miejsce dla uprawnionych). Całe szczęście pogoda nie była najgorsza, a Centrum nie jest jednym budynkiem, więc Jula odbyła parogodzinny spacer na świeżym (w miarę) powietrzu… Do domu wróciliśmy padnięci i głodni, bo w restauracji było tyle ludzi, że po 20 minutach czekania na kelnera postanowiliśmy wyjść.
Dziś natomiast zapakowaliśmy auto i pojechalismy na działkę moich rodziców. Słońce na Kaszubach na zmianę wychodziło i chowało sie za chmury, ale było bardzo przyjemnie. Tu przynajmniej powietrze było 100-procentowo świeże, poza dymem z ogniska i grilla. Jula bacznie obserwowała dziadka i tatusia, którzy zasuwali z kosiarką po działce. Nie możemy sie doczekać jak już będzie naprawdę cieplutko, wtedy wystawimy basenik i Jula będzie mogła posiedzieć trochę w wodzie. W zeszłym roku nie było ku temu okazji, ale w tym już nie odpuścimy.
