Nie wiem czy to już koniec… Oby! Wczoraj mieliśmy tylko dwa kryzysy po 38 stopni (rano i popołudniu) – to nie to co cztery przedwczoraj po 39. Więc już jest postęp. Noc upłynęła spokojnie. Wprawdzie dziś rano też się jeszcze pojawiło 38 na termometrze, ale póki co od tej pory nic się nie dzieje. Humor dopisuje, no poza czasem kiedy śpi, a śpi baaaardzo dużo. Teraz już godzinę, a po nocy do 13-tej spokojnego snu. Wygląda na to, że obie odsypiamy wirusa i leczymy rany. Bo ja dziś z przed 13-stą nie wyszłam z łóżka (poza karmieniami i przewijaniem i odsysaniem – ale to przecież norma).
Co do wyczekanej przeze mnie wysypki. Hmm… Coś tam jest, ale czy to wysypka od trzydniówki, czy od uczulenia jakiegoś to nie umiem jednoznacznie stwierdzić.
Jedno jest pewne, za oknem słońca więcej, a z nim nadzieja na "precz wirusom" i na wytęsknione spacerowanie…