No i mamy jakiegoś potwornego wirusa 😦
Gorączka od dwóch dni 39 stopni i wyżej. Pani doktor osłuchała dokładnie, ale nic nie usłyszała niepokojącego (a mówią, że jak anestezjolog nie usłyszy to nikt nie usłyszy), stwierdziła lekko zaróżowione gardło, ale nie na tyle, żeby siać panikę. Narazie zbijamy gorączkę, poimy jak się da (i tu się przydał patent z zestawem kroplówkowym podłączonym do sondy – kropelka po kropelce leci woda z sokiem malinowym) i czekamy. Na zapalnie bakteryjne to nie wygląda (podobno inaczej przebiegają).
I choć wydawałoby sę, że Jula powinna być na wskroś wyczerpana (ja bym była napewno), to ona zachowuje się jak raptem trochę osłabiona. Oczywiście w ekstremum gorączki jest bardzo rozżalona (trzeba wtedy przytulać), ale gdy już temperatura spada to można się pobawić i pośmiać. Teraz zasnęła, ale niestety niespokojnie. Męczy ją to paskudztwo. Mam nadzieję, że to się w końcu okaże trzydniówka, przyjdzie prawdziwa wiosna i będziemy mieli święty spokój.
Tymczasem przełączam się na tryb czuwanie i czuwam… tak jak wczoraj… Ale Wy wyśpijcie się za nas dwie!!!