Po świętach

Wróciliśmy dzisiaj z naszej Józefowskiej przygody z Wielkanocą… Trochę zmęczeni, ale szczęśliwi i choć tata nabawił się przeziębienia to i tak to były nasze najpiękniejsze święta – za co jesteśmy przeogromnie wdzięczni Ojcom i klerykom 🙂

Brak krzątaniny przedświątecznej (niezbędnej w domowych warunkach), dużo czasu na przeżywanie tego co w tym czasie naistotniejsze, przegadane godziny na poważnie i na mniej poważnie, świeże powietrze, a przede wszystkim wszystko to w cieniu naszego sanktuarium – niesamowite przeżycia. Gdyby tak człowiek mógł, to by jeździł w każde święta i nie tylko.

Jula też zadowolona z wyjazdu, bo w pokoju był telewizor i w wolnym czasie można było coś obejrzeć 🙂 Poza tym tyle wujków ją zabawiało. Najbardziej spodobała się naszej Julce "grzechotka" przywieziona bodajże z Afryki – zresztą to była jedyna zabawka, którą znaleźliśmy w Emilówce (dom Ojców się tak nazywa).

Szkoda tylko, że aura nie dopisała. Były prześwity słoneczka, ale za mało, żeby skorzystać więcej ze świeżego nadwiślańskiego powietrza… A śnieg w lany poniedziałek to już był hit 🙂 – co absolutnie nie przeszkodziło niektórym ojcom urządzić wielkie polewanie (klerycy tylko donosili wodę we wiadrach). Całe szczęście, że miałam dyżur z Julą w domku 🙂

Nasz pobyt w Józefowie skończyliśmy grilem urodzinowym o. Mirka w poniedziałek wieczorem. Ach, ta karkóweczka 🙂 – miodzio. A we wtorek o 6 rano wyruszyliśmy w stronę Bydgoszczy, odwiedzić jeszcze przyjaciół i stamtąd prosto do domu. No i jesteśmy – chociaż ciałem na Rotmance, to jeszcze sercem w Józefowie. Przy naszej MTA…

Dodaj komentarz