Katarzysko

W piątek wieczorem Jula zasypiała z akcją serca 150… Dla nas to był sygnał, że lada moment będzie gorączka… I tak było: 38,2stC. Całą noc z piątku na sobotę walczyliśmy ze złym samopoczuciem Julki. W sobotę temperatura się wahała od 37 do 38stC. Oczywiście poza katarem paskudnym, żadnych innych objawów, jak zwykle… Całe leczenie: jak tylko coś nie tak się dzieje dajemy wapno, claritine, witaminę C, a jak tylko pojawi sie gorączka to ibufen. Poza tym zamieniamy kaszę na herbatkę malinową. Szkoda, że mnie nie można tak szybko i prosto wyleczyć… Walczę z katarem od 3 miesięcy…

Dziś rano nasze Słoneczko się obudziło w super humorze. Zostało jeszcze trochę kataru, ale można powiedzieć, że kryzys zażegnany… Raz w miesiącu 3-dniowa infekcja staje się dla nas normalnością.

Dodaj komentarz