W sobotę pojechaliśmy w czwórkę 🙂 do Słupska, odwiedzić przyjaciół… Wszystko było cudownie, zostaliśmy bardzo serdecznie przyjęci i ugoszczeni przez babcię i dziadka Wojtusia. Bardzo dziękujemy Im jeszcze raz… Tylko Julka taka trochę nie w sosie była, co jak się później okazało, spowodowane było przeziębieniem ostrym… W południe pojechaliśmy razem z Wojtusiem i jego rodzicami do Oliwki. Oliwka jest miesiąc starsza od Julki (to ta dziewczynka co zna literki 🙂 ). Tam Julka miała lepszy humor, Oliwka tak bardzo chciała się do niej prztulać, głaskać… Tylko raz jak zrobiła "buc barana" to Jula się rozpłakała… Poza tym była zachwycona towarzystwem, zarówno Oliwki jak i Wojtusia.
I wszystko byłoby super gdyby nie magiczne 38,8… Tak więc znów w ruch Ibufen, wit. C, wapienko, dużo picia i nawilżanie. Całe szczęście to tylko jakiś wirus, szkoda tylko że dopadł też mnie 😦 Dziś ledwo chodzę… Obie śpimy ponad normę…
Nie mniej w Słupsku ubawiliśmy się po pachy, zwłaszcza późnym wieczorem 🙂 W domu zlądowaliśmy o 3 w nocy…
