Kiedy próbowaliśmy zacząć przygodę z rysowaniem kilka miesięcy temu, okazało się, że nie jesat to takie proste. Kredki były za słabe, pisaki za ciężkie, Julka nie była zainteresowana bazgrołami na kartce, i inne takie tam… Dopiero podczas naszego wyjazdu do Świdra ciocia Monia przywiozła Julce z podróży poślubnej 😉 m. in. magiczną tablicę z opiłkami żelaza, które pod wpływem przyciągania ze specjalnego długopisu układają się w to, co się zechce narysować… Pierwsze próby rysowania zakończyły się niepowodzeniem. Dopiero po powrocie do domu coś się ruszyło i Julka bardzo polubiła rysować. Ja tylko podtrzymuję jej ręce pod nadgarstkami i czasem blokuję długopis, żeby nie wypadł. Najlepiej wychodzą Kulce kółka – małe, duże, chude, grube, elipsy, okręgi, półkola… tylko czasem szóstki – trzy pod rząd dają wiele do myślenia 😉 Podobno jak miałam rok to też już rysowałam kółka… Poniżej zamieszczam rysunek Julii (tylko jedno kółko, to u góry, jest pokazowe – moje).
Mam nadzieję, że ciocia Ewa potwierdzi nowe umiejętności Juli – w końcu spędziła z nami cały weekend, więc wie… A w ogóle to dziękuję cioci za pomoc w zajmowaniu się Julką, za czytanie bajek i za towarzystwo oczywiście 🙂