Dziś znowu miałam wychodne. Ostatnio coraz więcej mam zaufania do innych członków rodziny, którzy umieją zaopiekować się Julką (do taty, babci i dziadka, cioci i wujków) i pozwalam sobie na małe wyjścia. Jest to cenne też z tego powodu, że Julka nie jest uzależniona od mojej obecności i nie boi się zostawać z innymi. Raz byłam u koleżanki na imieninach, innym razem z mężem na spacerze, parę razy na małych zakupach, a dziś po ponad rocznej przerwie poszłam do kina z moja przyjaciółką. Wybrałyśmy "Evana Wszwchmogącego". Film poprostu super, nie tylko jako komedia (a w mojej rodznie komedie tego typu są codziennością), ale również jako przesłanie(nie będę zdradzać szczegółów filmu, bo może ktoś chce zobaczyć). Każdy z nas jest takiem Evanem, który ma do zrobienia coś ważnego w życiu. Często nie wiemy po co, nie rozumiemy, ale wszystko co nam przygotowano z pewnością ma sens, który kiedyś poznamy (albo nie?) tak jak Evan pod końcu filmu. Jeszcze jedną ważną rzecz przekazuje film: możemy zmieniać świat przez małe gesty altruizmu. Tak więc do dzieła: uśmiechajmy się do sąsiada, nakarmijmy bezdomnego psa i zorganizujmy dzieciom wycieczkę, a świat będzie lepszy…