Jarmark Dominikański

W sobotę z rana nawiedzili nas znajomi z Bydgoszczy. Żeby nie marnować czasu na siedzenie w domu, postanowiliśmy więc pojechać gdzieś i co nie co zobaczyć. W związku z tym, że goście są z bardziej centralnej Polski, więc logicznym pomysłem był wypad nad morze (czyt. zatokę). Pojechaliśmy więc do Brzeźna na molo (niektórzy mówią, że to Zaspa). Najpierw złapała nas policja za przekroczenie prędkości… brrr…. Na deptaku zjedliśmy lody, popatrzyliśmy przez lornetkę i ruszyliśmy do Gdańska na Jarmark Dominikański. Chyba dawno nie byłam na Jarmarku, bo to zobaczyłam mnie zaszokowało. W każdej uliczce stragany, pełno ludzi, momentami ciężko było przejechać wózkiem – koszmar. Chyba wolę spokojny Gdańsk poza sezonem. Nie mniej napatrzyliśmy się na przepiękne rękodzieła – z bursztynów, witraże, obrazy i in. Najpiękniejsza była, jak zwykle zresztą, ulica Mariacka. Tylko Julce się nie podobała, bo tam bruk jest 😉 i  trochę trzęsie w wózku…

 

W drodze powrotnej zjedliśmy obiadek z pizzerii w Pruszczu Gdańskim i wróciliśmy do domu. Na kolację zrobiliśmy sobie szaszłyki – mniam, popijając wódkę kawową produkcji gości – też mniam, tylko mocne… A w niedzielę goście pojechali dalej, a my przyzwyczajamy się po powoli do bycia w domu, chociaż przed nami jeszcze tydzień urlopu taty, więc pewnie za dużo w domu nie posiedzimy!

Dodaj komentarz