http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4334225.html
Dziś zginęli dwaj chłopcy, Jaś i Pawełek – dzieci przyjaciół naszej rodziny. Osierocili rodziców i kilkumiesięczną siostrzyczkę. Jeszcze pamiętam jak bawili się na naszych weselnych poprawinach 3 lata temu…
Niezrozumiałe są wyroki Niebios dla mnie… Ja, podobnie jak niektórzy rodzice innych nieuleczalnie chorych dzieci, jestem "oswojona z myślą straty" dziecka, choć nie są to proste myśli. Żyję każdym dniem tak, jakby miał być ostatnim i cieszę każdym nowym dniem, jak z daru Nieba.
Dziś płaczę… tak bardzo żal mi rodziców Jasia i Pawełka… Tacy byli szczęśliwi, niespodziewający się niczego… Jaki więc musi być ich ból, gdy nic nie zapowiadało tragedii? Chciałabym zabrać im tego bólu choć trochę…
Modlę się więc o siłę dla nich, o to, aby przeszli razem przez to bolesne doświadczenie mocni wiarą, stali w nadziei i wytrwali w miłości. I Was proszę o modlitwę, bo teraz takiego wsparcia najbardziej im potrzeba.