W związku z tym, że do mojego 12-letniego brata przyjechał kolega z daleka, postanowiliśmy zorganizować chłopakom wyjście z domu. W sobotę zapakowaliśmy więc wózek, chłopaków i wybraliśmy się do oliwskiego zoo. Od czasu kiedy tam ostatnio byłam, wiele sie zmieniło – wszędzie wyłożona kostka, zrobione podjazdy (tylko w jednym miejscu musieliśmy wózek wnosić po schodach, ale to dlatego, że zboczyliśmy z trasy). Obeszliśmy wszystko co się dało. Z początku Julka nie była za bardzo przejęta wycieczką, powiedziałabym, że wręcz znudzona i zmęczona, ale gdy doszliśmy do małpiarni, to się ożywiła. Podobały jej się skaczące po linach małpy, wykrzykujące obelgi w stronę ludzi nie dających im bananów. Muszę przyznać, że na mnie też robiły wrażenie. Julka patrzyła uważnie, a jak one krzyczały ona się "zanosiła" śmiechem. Podobnie reagowała na słonie, tygrysa i niedżwiedzia. Bacznie przyglądała się również papugom i hipopotamom. Natomiast zwierzęta kopytne w ogóle jej nie interesowały. Wycieczkę skończylismy wypadem do McDonalda. Obowiązkowo lody z polewą karmelową…