Parę godzin temu wróciliśmy z Bydgoszczy. Uczestniczyliśmy tam w Ogólnopolskim Spotkaniu Związku Rodzin Szensztackich, do którego należymy od zeszłych wakacji (dla 'wtajemniczonych' – IX kurs).
!!!Część zdjęć z tego spotkania możecie obejrzeć tutaj!!!
Bardzo chcieliśmy pojechać na to spotkanie z Julką i udało się. W piątek późnym popołudniem z duszą na ramieniu i zapakowanym po brzegi samochodem wyruszyliśmy w drogę. Całe szczęście dwie trzecie podróży Julka przespała. Obudziła się przed Bydgoszczą, ale była spokojna. Patrzyła na migające za szybami światła, (bo ciemno już było). Gdy dojechaliśmy do Kolankowa (piękne miejsce położone w lesie) było po 22. Po ciepłych powitaniach od razu ruszyliśmy do cioci na nocleg. Mała nawet nie poczuła różnicy. Wykąpaliśmy ją w zlewie (na zdjęciu) i położyliśmy spać. Może trochę dłużej rozglądała się po pokoju, zanim zasnęła.
W sobotę rano dojechaliśmy na prezentację naszej grupy, najmłodszej we wspólnocie – a jest ich na razie dziewięć. Cały dzień spędziliśmy na świeżym powietrzu. Pogoda trochę się zmieniała, ale daliśmy radę upałowi, wiatrowi, deszczowi… Oglądaliśmy konika, popisywaliśmy się umiejętnościami przed mnóstwem cioć i wujków, bawiliśmy się z innymi dziećmi, podziwialiśmy drzewka w lesie.
I choć nie za bardzo docierały do mnie treści spotkania, bo musiałam wciąż (na zmianę z tatą) pilnie obserwować reakcje Julki na nowych ludzi, inny klimat, co jakiś czas odsysać, itp., to cieszę się, że tam dojechaliśmy. Ludzie, których spotkaliśmy, w większości znają Julkę z Internetu, modlą się za nią i wspomagają finansowo. Bardzo chciałam, żeby zobaczyli na własne oczy, że Jula może normalnie egzystować na swoim wypasionym wózku, mieszczącym całą aparaturę. Zresztą ona sama swoimi uśmiechami w realu podbijała serca wszystkich po kolei (zwłaszcza wujka Stacha 🙂 ). Nie ominęła nas rozmowa z Szefami Związku na świecie – Renatą i Norbertem Martin z Niemiec (łamaną anielszczyzno-niemiecczyzną) i z arcybiskupem gnieźnieńskim – Henrykiem Muszyńskim.
Najcudowniejsze były jednak dzieci, które co chwilę podchodziły i zadawały mnóstwo pytań: a co to za rura?, a co robi na maszyna?, a po co to (odsysanie)?, a jak ona je?, a czemu ona się nie rusza?, a dlaczego ona jest chora?… Tak bardzo chciałam na wszystkie pytania jak najprościej odpowiadać i czasem mi się udawało. Później już te dzieciaki, które wiedziały o co chodzi tłumaczyły następnym 🙂
W sobotę wytrzymaliśmy do 20:00. Pojechaliśmy do cioci na noc, tak samo spokojną jak poprzednią. Zanim jednak Jula zasnęła popisywała się nowymi minami – zamykaniem oczu i marszczeniem brwi i oczywiście na każde pytanie odpowiadała kręcąc głową 'nie, nie, nie'.
W niedzielę pojechaliśmy prosto na Piaski w Bydgoszczy, gdzie znajduje się Sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej (jedno z sześciu w Polsce). Tam uroczystą Mszą Św. zakończyliśmy spotkanie.
Uwielbiam takie 'imprezy'. W Ruchu Szensztacki działam już 15 lat (zaczynałam jako Apostoł Maryi, potem młodzież żeńska, teraz w rodzinach). W Związku Rodzin są też moi rodzice – tylko w kursie IV (Gniazdo Zawierzenia).
Bardzo mnie cieszy fakt, że choroba Julki nie zamyka nas w domu i że możemy dzielić się tym naszym, trochę odmiennym, życiem z innymi ludźmi. Myślę, że jest to cenne zarówno dla nas, jak i dla nich…