W moich genach, poza połówką SMA, jest jeszcze jedno paskudztwo, które Jula sobie przywłaszczyła – ALERGIĘ pokarmową (mam nadzieję że tylko tą pokarmową, bo ja mam jeszcze wziewną – jak większość mojej rodziny). To, że Julia nie może dostawać białka mleka krowiego wiedzieliśmy już dawno (dlatego katujemy ją Nutramigenem – ohydnym preparatem mlekozastępczym), ale tydzień temu wyszło, że glutenu też nie może jeść. Tak ją wysypało po biszkopcie, że do dziś nie mogę niektórych plam niczym wyleczyć. Dlatego zaczęłam piec biszkopty bezglutenowe (jajo, 1/2 szkl. mąki ziemniaczanej i 1/2 szkl. mąki kukurydzianej). Daję jej do buzi (oczywiście prawie w całości mymla i wypluwa) i wkruszam do deserów i nic się nie dzieje, całe szczęście. Mogła być jeszcze uczulona na jajko (tego bym już chyba nie zniosła)… Całe szczęście, w mojej rodzinie z pokarmowej wszyscy wyrośliśmy, jest szansa, że za parę lat :))) Jula będzie mogła jeść już wszystko…
A co do gotowania i pieczenia – najlepszą porą na gotowanie zupy dla Julki jest godzina 22:00, a na pieczenie (zarówno biszkoptów, jak i innych łakoci) – północ. Dziś np. upiekłam ciasteczka francuskie z konfiturą jagodową… mniam, będą jutro do kawy. A teraz idę jeszcze dokarmić Julę i spać. DOBRANOC!