C.d.

Dziękuję Wam za miłe słowa i rady dotyczące ostaniego wpisu. Nie sądziłam, że może on spowodować taką lawinę energii…

Chciałabym tylko sprostować parę rzeczy:

1. Ja naprawdę lubię gotować i robić porządek – właśnie dla siebie, dla własnej przyjemności – nie chcę z tego rezygnować… To tak jak niektórzy chodzą do kina 🙂 Dziwna jestem.

2. Co do czasu z mężem – mamy go dzięki Julce (bo nasza mała śpi od 20:00 do 7:00 rano) – każdy wieczór dla siebie i lubimy z tych wieczorów korzystać…

3. Moja rodzina mnie nie krytykuje, czasem ktoś coś palnie, ale nie dlatego, że coś źle robię, tylko dlatego że traktuje naszą sytuację normalnie (zresztą na moje życzenie)

4. Na koniec – właśnie zabawa z Julką (nie rehabilitacja) i nasze leniuchowanie (np. na dworze) zabiera czas, który mógłby być spożytkowany na inne rzeczy (tu jest zasadniczy mój problem, bo nie chcę rezygnować z tego rodzaju normalności). Mnie nie drażni brak obiadu czy porządku, tylko to że trzeba wykonywać te wszystkie ćwiczenia (których po części Jula nie lubi)…

To nie jest kryzys, to jest ciągłe pytanie, co zrobić, żeby było lepiej, żeby dojść do jakiegoś kompromisu. Bo do opisanego wcześniej ideału to nam baaaaaardzo daleko… A każdy specjalista (rehabilitant, logopeda, anestezjolog) prawie każdą wizytę kończy słowami: "To niech Pani jeszcze robi to i to…"

Fakt, jestem zmęczona, ale przynajmniej zaczęłam jeść 🙂 A w ogóle to czuję się dobrze i byłam już z Julą na huśtawce na placu zabaw 🙂

Dodaj komentarz