Rurka

I już po… W krótkiej szyjce Julinka zawitała rurka trechaotomijna. Obeszło się bez ekscesów, no może poza tym, że Julka jest trudna do znieczulenia i zabieg musiał być przeprowadzony w pełnej narkozie. Całe szczęście mała się wybudziła bez problemu i od razu uśmiechała się do pielęgniarek. Kiedy do niej przyjechałam spała i w zasadzie cały dzień miała taki śpiący, może i lepiej, bo przecież zrobili jej dziurę w szyji, a to boli. Teraz tydzień będziemy w tym szpitalu. W przyszły czwartek wymienią rurkę i przewiozą Julkę na Polanki. Szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać. Personel szpitala wojewódzkiego jest fantastyczny – zarówno siostry jak i lekrze przemili i Julka ich polubiła – tylko sam szpital przygnębiający. Mają robić remont, ale to pewnie jeszcze trochę potrwa… Poza tym tęsknimy za Leną i Majką (Filip pojechał do domu i mam nadzieję, że tym razem nie wróci!).

Swoją drogą, 'super' Dzień Kobiet… Nie powiem, że jestem zachwycona, ale jak napisała kiedyś mama Precla – z rurką się trzeba oswoić… i to zamierzam zrobić, bo innego wyjścia nie widzę.

A wszystkim babkom – najlepszego!!!

Dodaj komentarz