Do przodu… powoli

Tyle się dzieje, że prawie nic… Julka uśmiechnięta czeka na tracheostomię. Jak dobrze pójdzie, to w tym tygodniu zostanie przeprowadzony zabieg w Szpitalu Wojewódzkim. Tam poleżymy tydzień, aż do zdjęcia szwów i pierwszej wymiany rurki. Potem najprawdopodobniej wrócimy na Polanki, gdzie będziemy czekać na decyzję z Domu Sue Ryder z Bydgoszczy, zajmującego się wentylacją domową w ramach NFZ. Działa to mniej więcej tak, że Sue Ryder dostarcza sprzęt (respirator, ssak, pulsoksymetr) oraz zapewnia opiekę lekarza i pielęgniarki. Doktor z Bydgoszczy przyjedzie, wstawi Julkę na respirator domowy i jak nie będzie problemów to 'papa szpital' i jedziemy do domu. Jak się sprawa wyklaruje będę umiała więcej napisać. Teraz czekamy…

A tymczasem Julka coraz więcej czasu spędza w pozycji półsiedzącej, dzięki czemu może dokładnie oglądać salę na której leży. Poza tym widzi każdego kto do niej przychodzi i wita wszystkich swoim czarującym, szczerbatym uśmiechem… A my latamy po sklepach w poszukiwaniu sensownych zabawek, które umożliwią rozwijanie jej zdolności poznawczych. Musi to śmiesznie wyglądać: Tata stukający delikatnie (jak Julka) we wszystkie przyciski, sprawdzając czy są wystarczająco czułe na dotyk. Narazie udało się dostać tylko pianinko 🙂 Julka jest zachwycona dźwiękiem i uderza w klawisze z całej siły. A w drodze jest 'Szczeniaczek uczniaczek', którego zaprezentowała mi mama Filipa, przeurocza zabawka: wystarczy lekko dotknąć i robi dużo pozytywnego hałasu…

Siedzę...

Dodaj komentarz