Wczorajsza ekstubacja nie jest sukcesem, a przynajmniej nie w pełni… Motor oddechowy (chociaż niezły) to jedno. Jak już pisałam Julka nie kaszle, a bez tego nas ze szpitala nie wypiszą 😦 Jesteśmy niejako zawieszeni w próżni. Dzisiaj Julka wciąż oddychała sama, ale już w południe była zmęczona zatykaniem się, a w oskrzelach było słychać duże zalegania wydzieliny… Gdyby miała trechaostomię, to by się odessało i problem z głowy. A skoro nie ma, to się nie da wszystkiego porządnie odessać i mogą się zalać płuca i może dojść do kolejnego zapalenia (a tego nie chcemy). Dlatego zamontują Julce rurkę w krtani i wtedy mamy szansę wyjść do domu (najprawdopodobniej bez respiratora)… Podkreślam "mamy szansę", a nie "wyjdziemy", bo okazuje się, że bardzo ciężko opuścić szpital. Pozostaje pytanie "kiedy zamontują?". I na to pytanie nie znam odpowiedzi jeszcze… I ta niewiedza doprowadza mnie do szału. Bo przesiadywanie w szpitalu staje się w pewnym momencie coraz bardziej dołujące… Chwilowo nie mam siły na nic.
A co do komisji: Było spokojnie. Chociaż pani dr w komisji była zdziwiona, że tak mało świstków jej przyniosłam… W ciągu dwóch tygodni przyślą pocztą orzeczenie, mam nadzieję, że poprawione 🙂