Są różne rocznice…

7 lat temu tata Julki obronił magistra, a Jula trafiła do szpitala z zapaleniem płuc, które skończyło się wyjściem do domu z respiratorem…

Jednak ja wspominam dziś coś innego… 7 lat temu umarło niemowlę, malutki chłopiec.

To była nasza pierwsza noc na Polankach. Jula spała, ale ja nie zmrużyłam oka, po tym jak przez korytarz przebiegła grupa ludzi, a wśród nich roztrzęsiona matka i próbujący ją pocieszyć mąż. Słyszałam urywki wyszlochanych zdań „on nie oddycha”, „nie płacz, on będzie żył”…  Chociaż nie wyszłam z boksu, płakałam razem z nimi. Następnego dnia dowiedziałam się, że chłopiec miał bezdech w nocy, przyjechali z daleka, nie udało się go uratować…

Myślę o nich dzisiaj. Czy poradzili sobie z tą wielką stratą? Czy to w ogóle możliwe?…

Dodaj komentarz