Już od 4 lat w czasie Triduum Paschalnego i Wielkanocy jeździmy do Józefowa koło stolicy, gdzie swój dom mają Ojcowie Szensztaccy. Tam, w sosnowym lesie, wyłączamy się z gwaru świątecznych przygotowań i skupiamy się na duchowym przeżyciu tych dni. Tam też odpoczywamy razem – w czwórkę. Bardzo lubimy to miejsce i oczywiście gospodarzy tego miejsca.
W tym roku przygody zdrowotne oraz nieprzychylna aura uniemożliwiły nam w pełni wykorzystać czas urlopu. Julka, będąca świeżo po antybiotyku, praktycznie nie opuszczała pokoju, ale co najciekawsze, dawno nie była taka spokojna i wyluzowana. Dopóki Marysia nie zaczęła gorączkować dziewczyny bawiły się razem.
Potem musieliśmy się trochę odizolować – tata z Julą w jednym pokoju, a mama z Marysią w drugim. Na szczęście katarowy wirus się nie przeniósł na Julkę, i do tej pory nie atakuje. Oby tak już zostało.
Mimo przygód z katarem i śniegiem w tle świąteczny wyjazd był owocny. Wróciliśmy wszyscy pozytywnie podładowani i spokojni, gotowi stawić czoło nowemu trybowi życia (tatuś ostatnio ma sporo wyjazdów służbowych).
Teraz czekamy na prawdziwa wiosnę, żebyśmy już mogli normalnie wychodzić z domu…