Dzień Dziecka 2011

Tegoroczny dzień dziecka rozpoczęliśmy festynem w szkole. Marysia poszła z dziadkiem wcześniej, żeby pomóc babci na jej stanowisku, czyli strzelnicy. Dzieci musiały trafić piłką tenisową do rozwieszonych na bramce plastikowych butelek. To  był jeden z 17 punktów, które należało zaliczyć żeby otrzymać nagrodę. Mary dzielnie przynosiła piłki które poleciały za daleko. Jakieś 45 minut później dotarłyśmy na miejsce i my – czyli Jula i ja. Pogadałyśmy z nauczycielkami, obejrzałyśmy boisko zapełnione różnymi punktami sportowo-kreatywnymi, posłuchałyśmy orkiestry, patrzyłyśmy jak dzieci zjeżdżają z ogromnej dmuchanej zjeżdżalni i wróciłyśmy do domu bo było nam za gorąco. 

Po południu przyjechała ciocia Monia z Weroniką. Babcia przyniosła ciacho dla wszystkich z okazji Dnia Dziecka i tak świętowaliśmy razem. Jula razem z dziadkiem i tatusiem grali w pingponga na Wii. Marysia, która uwielbia swoją kuzynkę – Pyśkę (tak na nią wołąją jej rodzice), biegała za nią co krok, mówiła "Kocham Cię Pyśka!", przytulała gdy ta tylko zajęczała cicho, razem się musiały wykąpać i na koniec dnia, kiedy Weronka musiała jechać do domu to była wielka rozpacz i zaśnięcie we łzach.

I tak nam minął Dzień Dziecka. Jutro wizyta drugiej małej kuzynki i wypad babski do kina 🙂

Dodaj komentarz