Tegoroczny dzień dziecka rozpoczęliśmy festynem w szkole. Marysia poszła z dziadkiem wcześniej, żeby pomóc babci na jej stanowisku, czyli strzelnicy. Dzieci musiały trafić piłką tenisową do rozwieszonych na bramce plastikowych butelek. To był jeden z 17 punktów, które należało zaliczyć żeby otrzymać nagrodę. Mary dzielnie przynosiła piłki które poleciały za daleko. Jakieś 45 minut później dotarłyśmy na miejsce i my – czyli Jula i ja. Pogadałyśmy z nauczycielkami, obejrzałyśmy boisko zapełnione różnymi punktami sportowo-kreatywnymi, posłuchałyśmy orkiestry, patrzyłyśmy jak dzieci zjeżdżają z ogromnej dmuchanej zjeżdżalni i wróciłyśmy do domu bo było nam za gorąco.