Przepraszam za tą przerwę w nadawaniu, jakoś tak wyszło. Dopadła nas jesienna zaduma…
Nie było mnie przez parę dni w domu. Razem z Marysią wybrałam się na mini wakacje do Słupska na roczek Kasi (mojej chrześniaczki). Tata jak zwykle cudownie zajął się Julą w domu – czytali, śpiewali, klikali i przyjmowali gości. Marysi na gościnie wybiła się ostatnia czwórka, więc były momenty większego marudztwa, ale ogólnie spisała się na medal. Bawiła się pięknie z dziećmi (Kasią, Wojtusiem, Oliwką, Dominikiem i Jagódką), nauczyła się nowych słów. Wyjazd bardzo udany i mam nadzieję, że nie ostatni.
Co do Julinkowej formy – jest coraz lepiej. Dzisiaj podczas rehabilitacji Ania była zachwycona pracą Julki. W klikaniu też widzimy postęp, ale tatuś musi zmodyfikować stary, albo opracować nowy przycisk, bo Julce trochę zmienił się układ sił w paluszkach.
Zaczęliśmy grzać w mieszkaniu, co niestety w przypadku Julii wiąże się z wysuszaniem wydzieliny w drogach oddechowych. W ruch poszedł nawilżacz powietrza, ale to i tak nie wystarczy. Śluzówka musi się przestawić na suche powietrze. Pewnie z kilka dni to potrwa. Ci co znają problem, wiedzą jak ciężko odessać taką suchą wydzielinę.
W ramach ochrony przed jesiennymi wirusami wprowadziliśmy tran do diety. Mam nadzieję, że jakoś dotrwamy do wiosny 🙂