Tatuś wylądował na zwolnieniu lekarskim, a grypa zaatakowała również nasze obie córeczki 😦 Dwa dni walczyliśmy z gorączką i cieknącymi noskami. Na szczęście nie mieliśmy problemów z odsysaniem Julii, ale na wszelki wypadek pani doktor zaleciła inhalacje i antybiotyk do szafki. Marysia wprawdzie miała wyższe temperatury od siostry, ale znacznie lepiej je przetrwała.
Dziś sytuacja jest w miarę opanowana, zostały lekkie stany podgorączkowe, katar zniknął, albo zgęstniał i się schował na jakis czas – kto go wie? Ja JESZCZE się trzymam. Możliwe że nie miałam czasu poczuć temperatury. Dopiero opada ze mnie ciśnienie, mam nadzieję, że się nie rozłożę, bo za niecałe dwa tygodnie tatuś znów wyjeżdża 😦