Pokrótce co u nas

U nas wirusowo… Niestety. Wczoraj tata złapał jakiegoś wirusa jelitowego, dzisiaj ja się męczę. Julia wczoraj miała stan podgorączkowy i całe szczęście na tym się skończyło – na razie… Marysia chyba w najlepszej formie, jeśli nie liczyć kolek, które wróciły ze zdwojoną siłą. Zakupiliśmy infacol (podobno pomaga), więc czekamy na rezultaty. Pocieszające jest to, że jak już wieczorny atak minie, Mała potrafi przespać nawet 4 godziny jednym ciągiem, obudzić się na jedzenie, a potem zasnąć na kolejne 3 godziny (już do rana). Oczywiście dzisiejsza noc była wyjątkowa – ja spałam tylko 2 godziny, bo jej się nie chciało…

Poza tym w ubiegły weekend debiutowałam jako kierowca. Zaczęłam w sobotę spokojnie do Pruszcza (w tym dwa razy w lewo 🙂 ), a w niedzielę już ambitnie do Gdyni obwodnicą (najgorsze było włączanie się ruchu). Wprawdzie potrzebuję jeszcze "nawigatora", ale myślę, że jeszcze trochę i będę jeździć sama. Póki co jestem przerażona kierowaniem i każda decyzja żeby usiąść za kółko, kosztuje mnie mnóstwo nerwów… Chyba zostanę "niedzielnym" kierowcą, bo w niedzielę nie jeżdżą tiry 🙂 Zdaję sobie sprawę, że "prawdziwi" kierowcy teraz chichoczą, ale niech sobie przypomną jak zaczynali 😛

Powoli też przygotowujemy się do chrztu Marysi. Szykujemy sie na 7 września.

Dodaj komentarz