Nowy członek rodziny

W sobotę 4 sierpnia wujek Paweł poślubił ciocię Monię… Co to był za ślub!

Co tu pisać? Wybawiliśmy się, wytańczyliśmy, aż nogi bolały, najedliśmy, napiliśmy 😉 Julka na weselu była obecna do godz. 21:30, później zawiozłam ją do domku, gdzie spała do rana pod czujnym okiem pani pielęgniarki (BARDZO DZIĘKUJEMY P. GRAŻYNCE I POZDRAWIAMY!!!). Tata odpadł ok. godziny trzeciej, natomiast mama (czyli ja) bawiłam się do końca (do czwartej), wykorzystując każdą chwilę, wolną od ciągłego czuwania, czy Julka jest bezpieczna. I tego mi było trzeba – szaleństwa na parkiecie z moim szalonym na maxa bratem Marcinem (chrzestnym Julki i świadkiem na ślubie Pawła)…

Następnego dnia (w niedzielę) – poprawiny. Już nie takie szaleństwo jak w sobotę, ale też wspaniała okazja do spotkania z rodziną, a przede wszystkim do filozoficznych rozmyślań (M. – jeszcze wrócimy do tej kropki 😉  ), które doprowadziły do stwierdzenia, że Julka jest jak JAZZ!

Dziś kolejne imprezy poprawinowe – trzeba przerobić jedzonko, które się ostało po weselisku, a było pyszne. Babcia przyjmuje gości, a Państwo Młodzi wsiedli w samochód i pojechali do Zakopanego w podróż poślubną. Tak się zaczyna ich wspaniała przygoda – małżeństwo.

Reasumując: Monia stała się pełnoprawną ciocią Julki i moją bratową…

Dodaj komentarz