Wczorajszy dzień od rana przepełniony był gośćmi i atrakcajmi. Najpierw pani pielęgniarka przyszła nas odwiedzić, potem wujek Patryk wpadł zaprezentować nam urządzenie do hydroterapii, które postanowilismy zakupić, po tym jak Anka-skakanka zrobiła wywiad wśród fizykoterapeutów i ostatecznie wyraziła zgodę/zaleciła kąpiele z hydromasażem, z zastrzeżeniem, że muszą być krótsze (5-7min), mniej intesywne (mała siła bąbelkowania) i częstsze (nawet codziennie). Ma to być dla Julii źródło bodźców, a nie masaż rozluźniający. Strach się bać, co by było jak by sie jeszcze bardziej wyluzowała 😉 Chwilę po Patryku przyszedł pan Bartek od rehabilitacji, godzinę później ciocia Iwonka – logopeda. Gdzieś między prezentacją hydromasażu, rehabilitacją Jula zaczęła tak marudzić i płakać, że prawie jej nie poznałam. Sprawdzałam czy to może coś z oddechem, ale nie. Z głodu? Raczej też nie… Po prostu miała taki kaprys albo bolała ją głowa, tak jak mnie. Uspokoiła sie dopiero wieczorem podczas kąpieli z bąbelkami. Najpierw trochę niepewnie, ale gdy wujek Marcin postanowił do niej dołączyć była cała szczęśliwa. Aż szkoda było ją wyciągać z wody. 5 minut bąbleków na początek i obserwujemy jakie mają na nią wpływ… Wpływu negatywnego brak. Była tak pobudzona, że poszła spać dopiero po "M jak Miłość" 🙂