Inny świat

Wstaję rano, myję się i jem śniadanie. Potem lecę na busa do Gdańska, tam wsiadam w kolejkę na Przymorze i maszeruję z buta 15 minut pod górkę do szpitala na Polankach. Pierwsze drzwi to oddział V (niemowlęcy): mały Filipek właśnie wychodzi do domu, życzę jego mamie żebyśmy się już tu w szpitalu nie spotkały, potem spotykam kolejną mamę: jej mały ma skurcz oskrzeli, jeszcze nie wyjdzie do domu 😦 Kolejna mama miała wyjść z córeczką przedwczoraj, nie wyszły. Idę dalej. Staję przed drzwiami OIOMu. Naciskam dzwonek i czuję jak mi ściska żołądek po wczorajszych wieściach… Otwierają się drzwi. Myję i dezynfekuję ręce. Julka nie śpi. Saturacja idealna – 100%. Ale jakaś taka zmęczona…  Dowiaduję się, że miała wkłucie nowe zrobione (werflon w szyi) i może jeszcze ją boleć. Uśmiecha się do mnie, trochę się bawi zabawkami i zasypia. Rozmawiam z mamą Maji, Maja dziś pakuje rączki do buzi i cmoka sobie cały czas, potem gazik próbuje zjeść… Karmię Julkę przez sondę (pozwalają mi), jeszcze się bawimy, śmiejemy. Szczególnie śmieje się na słowo "mama"… Hmm… 🙂 Na drugim łóżku Lena uśmiechnęła się w końcu po kilku dniach do taty 🙂 Ok. 17 przychodzi tata Julki, żegnam się z małą i idę na czekoladę z automatu. Przy okazji spotykam w świetlicy dla rodziców kolejną mamę, rozmawiamy sobie. Tata przychodzi jak Julka zasypia i jedziemy do domu… I tak od trzech tygodni. Wracam do domu i dalej myślę o dzieciakach ze szpitala. To jest inny świat, nie lepszy, ale też nie gorszy…

Dodaj komentarz