Do przodu i w tył

Dziś, po tygodniu przerwy w ćwiczeniach, przybyła Andzia (rehabilitantka) i ćwiczyła Julkę godzinę. Mała nie cofnęła się ani trochę, wręcz przeciwnie, jeszcze się rozruszała. Zwłaszcza głowa lepiej chodzi na boki (to od uciekania przed ssakiem). W formie jest doskonałej: nie zapłakała prawie ani razu podczas ćwiczeń, a po nich zdrzemnęła się tylko przez 15 minut.

Za to opóźnia się nasz powrót do zdrowia. Cały czas zalega straszne fuj na gardziołku, a pan doktor nie może przyjechać bo jego dzieci też są chore… Totalna epidemia, strach się bać co będzie jak sie jeszcze ociepli. Przydałoby sie trochę mrozu na zabicie wszystkich "robali"… Dobrze, że ja się w miarę trzymam zdrowotnie…

A jutro wielki dzień: o godzinie 12:40 tatuś broni magisterkę… Trzymać kciuki mocno!!!

Dodaj komentarz