Pani Beata z hospicjum przywiozła dziś ssak: "nówka nie jeżdżony" 🙂 Narazie pożyczony (z czasem dorobimy się własnego), ale jest i przynajmniej jestem spokojna, że jak się Juliś przeziębi w święta (oby nie!!!), to nie będzie trzeba latać po lekarzach czy fizjoterapeutach (na oczyszczanie dróg oddechowych) tylko poradzimy sobie sami w domu.