Julka leży na OIOMie. Jest zaintubowana i podłączona do CPAP-u (to taki respirator, który pomaga jej oddychać, ale nie oddycha całkowicie za nią). Dziś w końcu odpoczęła. Spała prawie cały dzień. Przebudziła sie dopiero wieczorem kiedy do niej przyszliśmy. Przez godzinę patrzyła na nas ze spokojem, obserwowała monitory leżących na sali małych koleżanek, przybiła mi "pionę" (wciąż wiedziała o co chodzi)… Rurka w nosie od CPAPu umożiwiwa głębsze odessanie wydzieliny z dróg oddechowych, a jest tego trochę. Dzisiejsze zdjęcie rentgenowskie jest straszne. Prawie 3/4 powierzchni płuc jest zajęte przez niedodmę. Bronchoskopia jest zaplanowana na poniedziałek, chyba że Julka nas zaskoczy i w weekend da radę oczyścić się przez rurkę. Jednak na OIOMie nie da się niczego przewidzieć. To wbrew pozorom bardzo niebezpieczne miejsce, czają się tam bakterie, które w każdej chwili mogą pogłębić stan zapalny. Oby do tego nie doszło. Najważniejsze, żeby wyleczyć te płuca, jakimikolwiek środkami. Ufamy anestezjologom i wierzymy w słuszność ich decyzji. Gdyby ktoś dziś rano zobaczył Julkę, jeszcze na własnym ledwo co oddechu, zgodziłby się na wszystko, byle jej ulżyć. Najgorsze jest patrzeć na cierpienie dziecka i dlatego dziś zaśniemy spokojni, bo wiemy, że jest w dobrych rękach i że nabiera sił… Nie będę zamieszczać aktualnego zdjęcia (nawet nie mam). Poczekam, aż znowu zacznie się śmiać…